Wczoraj uśpiłam Wufka.Nosiłam się z tą myślą od czasu, gdy zaczął zsuwać
się ze schodów z powodu niepełnej władzy w tylnych łapach. Ale gdy zaczął
stawiać je ostrożniej, schody na jakiś czas przestały być problemem nie do
pokonania. Potem, by nie wykorzystywać do cna możliwości, jakie jeszcze ma,
skracałam trasy spacerów. Wiedziałam, że gdy pozwolę mu na wybranie dłuższej
wersji, to w połowie drogi powrotnej stanie, w ogóle nie mogąc iść dalej, bo mu
tylna prawa łapa "nie będzie chodzić" albo cały zad się ugnie. Ten opuszczony
zad, a właściwie początkowo tylko ogon były pierwszymi sygnałami mających
nadejść problemów z chodem. Stopniowo nauczyliśmy się wzajemnie, co jest
możliwe, a co przekracza możliwości. Z kolei przyszedł czas na zastanawianie się
przed pierwszym ruchem wyciągnięcia łapy do pierwszego stopnia schodów przy
każdym kolejnym półpiętrem; stopniowo wydłużyło się to do całych minut
przedostatniego dnia. Nie chciał się wspinać, ale gdyby ktoś mnie zapytał, czy
to było z powodu bólu, to nie potrafiłabym jednoznacznie powiedzieć. Po prostu
stał i się nie ruszał.[reminiscencja] pierwotnie nazywałam go w myślach psem
niemową. bo wydawało mi się, że nie komunikował. nie tylko dźwiękiem, ale w
żaden inny znany mi sposób. po latach mogłam powiedzieć, że komunikował zawsze,
ale nie miał we mnie odbiorcy, bo robił to na swój, bardzo wilczy sposób, a
dźwięk nie służył zbyt wielu przekazom - wysoki szczek zdarzał się tylko gdy
suczka w cieczce była poza zasięgiem smyczy, kot był na drzewie (a Wufek pod
nim) oraz w trakcie spożywania jakiegoś naprawdę wyjątkowego smakołyku z miski.
wówczas wydawał z siebie zaśpiew, jak wycie. zwykłego wycia nigdy nie
prezentował. och jeszcze jedna sytuacja wywabiała dźwięki z tego niemego gardła
- oczekiwanie na nagrodzenie smakołykiem, gdy emocje wybuchały wraz z
oferowaniem wszystkich sztuczek, których go kiedykolwiek uczyłam na raz, by
zapewnić sobie nagrodę. aha, no i jeszcze jedna sytuacja - gdy chciał coś ode
mnie z talerza, dawał wtedy krótki ostry szczek albo warknięcie. poza tymi
pięcioma sytuacjami istniało tylko pozycjonowanie. zastyganiem jakiegoś ruchu
dawał mi znać o tym wszystkim, o czym ośmielał się mi mówić. tak to oceniłam w
końcu - brak komunikacji z obawy lub respektu albo może braku wpojenia, że się z
człowiekiem komunikuje i jak to się robi, by dostać efekt. pewnie ja też nie
ułatwiałam sprawy, ze swoją ubogą potrzebą komunikowania, czy gestem czy
dźwiękiem, dodatkowo powstrzymywaną po mocnym skarceniu wylewności w pierwszych
dniach - pies tak mocno dał mi znać, że to co robię jest przez niego odczytywane
jako zagrożenie i narasta lęk wobec mnie, że wycofałam się, by zrobić mu miejsce
i dać czas na oswajanie. nie wiem czy do niego doszło kiedykolwiek. tak
naprawdę, jak inne psy, oswojony to ten pies nigdy nie był. jak już się na tym
poznałam, zrozumiałam, że bogatszy byłby przekaz wulfi-ja, gdybym poznała pełną
mowę ciała wilków. starałam się, bardzo, odkryć to wszystko, co było gdzieś do
odkrycia. oczywiście z tymi, co zwykle, zastrzeżeniami - wiedza miała być
naukowa, a nie przesądna, powierzchowna, a tylko taka istniała w sieci. złożyłam
ofertę mojego pomysłu na obserwowanie psa i wiele lat spędziłam tocząc
bezsensowne spory z wściekłymi zwolenniczkami jakichś sekt, ale spuśćmy na to
litościwą zasłonę przeszłości. dużo pewności dawała wiara w porządną metodykę i
prostotę coraz dostępniejszego w ciągu lat obrazowania. i w efekcie, powstały
finalnie - obserwacje zebrane w etogram - udało się stworzyć powiązania zachowań
wielokrotnie powtarzanych w tych samych sytuacjach z zapisem fotograficznym.