czwartek, 7 czerwca 2007

Zajrzyj na Flickr. com

http://www.flickr.com/groups/dogobserver/discuss/

Planowe biegi

> Nie chce byc pesymistka ale poki co na wolne dzikie biegi> bym nie liczyla ;/

Miejmy nadzieje, ze jestes pesymistka!

Przeciez napisalam, ze 'rehabilituje' wufka od roku czyli dawkuje mu taki wysilek fizyczny, zeby mu sie nie pogarszalo. niektore zalecenia byly nierealne. pies nie mial schodzic po skosie w dol, a mieszkam na 2 pietrze oraz dosc stromy mamy dostep do rzeki, ktora umozliwia
chlodzenie w okresie letnim.

Pewnie, ze zdarzaly sie bledy i kulenie powracalo. na szczescie na krotko i moja nadzieja nie umierala.
Jakos od lutego po probnym spuszczeniu na sniegu w warunkach zerowego pobudzenia i dzikiej galopadzie, mimo tego, zamierzalam stopniowo dawkowac ten dziki bieg. skoro wufek nie potrafi chodzic bez smyczy po tak dlugim chodzeniu smyczowym, tylko pedzi, to te pedy powinny byc dosc krotkie i coraz dluzsze, ale nie czesto. tak tez robimy.

Jeszcze cos - po tak dlugim czasie bez cwiczen na spacerach to nasze przywolanie jest naprawde przez naleganie... ;o) (nie krzycz, nie moglam cwiczyc, nie ze sem leniwa, tylko to bylo tak samo niebezpieczne, bo jednym z domyslnych i najbardziej ulubionych popisow psa podczas cwiczen byla seria dzikich podskokow, a niewybieganemu psu tylko to w glowie, zeby poszalec, wiec oferowanie zachowania konczylo sie raczej predzej niz pozniej seria absolutnie zakazanych podskokow... )

Wczoraj bylismy na spacerze i poniewaz nie bylo sladu kulenia, wiec jak wracalismy, to znowu spuscilam wufka. i znowu szedl coraz predzej i za 'swoim ineteresem'. no i przypomnialo mi sie, jak to bylo kiedys, gdy na kazdym spacerze ozywialam sie... pies z wysoko uniesionym ogonem
wskoczyl zdecydowanie w gestwe zarastajaca niewielkie drzewko nad rzeka. a wczesniej slyszalam psie glosy. zajrzalam tam i zobaczylam napuszonego wufka i dwa psy, dalmatynczyka i duzego kudlatego mieszanca pon-teriera. za zielonym parawanem panowala cisza i powolne przemieszczanie psow w tej szaradzie. po kilku minutach dalmat opuscil
krzaczory, wufi poprezyl sie jeszcze troche wobec kudlacza, i dal sie namowic do opuszczenia krzaczkow.

Nieslusznie zakladajac, ze to wszystkie pomysly, jakie ma moj pies na koniec spaceru, nie podpinalam smyczy i powoli, ale w pewnej odleglosci zmierzalismy w strone drozki do
wyjscia. zza nieskoszonej aprtii traw na wale wyskoczyla on-ka, za kijaszkiem i natychmiast wrocila, na paniczny okrzyk pani. wufi pomknal w tamtym kierunku. uslyszalam tekst: prosze zawolac swojego psa! i zajrzalam przez przesmyk w trawie. pani z dzieckiem, kilkuletnia dziewczynka, probowaly cos zrobic w sprawie pozorowanych rzutow on-ki z charkotem w strone wufka. doslyszalam rowniez: mamo czy on nie powinie miec kaganca? oczywiscie,
odpowiedziala mama. nie wolalam, wiedzialam, ze jak wufi tylko znajdzie sposobnosc, zeby stamtad czmychnac, znaczy sie nie odczyta z mojej twarzy pogrozek, czego to mu nie
zrobie, jak go zlapie, to podazy za mna. tak sie tez stalo.

I ... znowu blad. znad rzeki rozleglo sie zajadle ujadanie. wiec wufi pobiegl tam natychmiast, zebym nie zdolala go przypadkiem gdzies w miedzyczasie przechwycic :O)

Dopadl do brzegu w radosnych podskokach a tam... niewielkie a ogromnie jazgotliwe terierkowe cos probowalo zmierzyc sie z... tym, co przywolalo :O) teriery takie sa - do przodu
mimo przewazajacych sil wroga. tak jak wufek musi do innego psa pobiec, tak terier musi zaalarmowac (i tego psa przywolac). takie rasy.

Panowie wedkarzowie mieli zero watpliwosci, ze terierek sobie poradzi :O))))) i wreszcie poszlismy w strone wyjscia. nawet nie opieral sie, zeby podlaczyc sie do smyczy.

Inne sa takie spacery niz smyczowe, prawda?

niedziela, 3 czerwca 2007

po roku kulenia - osteoporoza?

Puscilam psa ponownie luzem, na pol spaceru, gdy wracalismy do domu.

Pies ma za soba rok chodzenia na smyczy. od czasu do czasu, gdy przeciazyl sie, kulal. ja staralam sie odkryc to maksimum, ktore dobrze toleruje, mimo chorego wiezadla (prostownika dlugiego palcow w przednich lapach). czynilam starania, zeby psu sie nie nawracalo kulenie, metoda prob i bledow. jeden z bledow - puszczenie psa luzem po dlugim okresie chodzenia na uwiezi kosztowal psa zlamanie nogi. stalo sie to, bo przy niesprawnym aparacie stawowo-wiezadlowym pies pomknal ile fabryka dala w nierownym terenie, z napedem lowczym... wyrwal sobie kawalek kosci stepu przy przeciazeniu (zlamanie typu greyhounda).

Potem byl dla mnie i mojego psa zwyczajny koszmar - zle zalozona luska, odlezyna, pies sciagajacy zgieta luske przez zlamanie... no a nie bylo latwo dostac pomocy fachowej, choc w miescie, to jak na zapadlej wsi. :-(

Potem jeszcze uslyszalam, ze pies nie bedzie juz nigdy biegal, bez chocby obejrzenia chodu psa! to mnie wbrew pozorom uspokoilo. tak samo jak w sprawie oswajania, nie dalam za wygrana. husky, ktory nie biega?! niemozliwe. w wolf parku rehabilituja duzo gorsze schorzenie.. . Nasza rehabilitacja polegala na takim dobraniu spacerow (pieszych, smyczowych), zeby sie scieraly paznokcie, a zeby pies nie kulal nastepnego dnia. najgorsze byly suki, ktore MUSIALY sie witac z moim psem, a ten glupek MUSIAL podskoczyc i sie popisac przed taka dama...

Kilka razy pies byl spuszczony ze smyczy. Za kazdym razem byl jak zwolniona sprezyna. ale warunki, ktore wymuszaly spuszczenie (bezpieczne przywitanie z innym psem), byly
bezdyskusyjne.


Nauczylam sie tak dokladnie obserwowac, czy pojawia sie minimalna nierownosc chodu, zwiastujaca pogorszenie, o ile nie wrocimy natychmiast do domu, ze momentami sprawdzalam, czy mi sie nie wydaje (czy nie mam obledu). nie wydawalo sie. zaczelam ufac ocenie cos po roku od pierwszego wypadku. puscilam psa, po dlugim spacerze. bylo dobrze, ale niezupelnie.

Wydluzylam okres oczekiwania na sposobnosc puszczania luzem, az bede pewna i takze po stopniowym przywroceniu sprawnosci miesniowej - krotkie biegi w warunkach wzglednie kontrolowanych.


I dzis byla kolejna proba wydluzenia czasu nie na smyczy. Oczywiscie gdy pies natychmiast po spuszczeniu spuszczal glupawke, zakladalam, ze nie ma rezerw i natychmiast bralam
na smycz. niech cwiczy z umiarem.

Dzis mial okazje do szalenczej galopady z powodu suki (1x), dodatkowo - glupawki (1x) i przywolania - powracal w takim oblednym pedzie, ze warto bylo patrzec!

A w drodze powrotnej nadal nie kulal! Musialam sie z wami tym podzielic! jest nadzieja!


PS. u ludzi w podeszlym wieku podaje sie suplementacje witamina D w prewencji zlaman z osteoporozy. chyba tu tez tak trzeba zrobic. Wety mowia, ze nie trzeba, ale nie
rozumiem, co mowia, bo:
- w starszym wieku ZMNIEJSZA sie ilosc ogolnie przyjmowanego pokarmu o jakies 30-50% (!). u psow tez.
- w starszym wieku zmniejsza sie ilosc wbudowanego wapna do kosci z powodu zmniejszenia ruchu czyli tak jak u ludzi moze sie pojawic zagrozenie osteporoza, u ludzi to
praktycznie 100% populacji osob starszych
- u psow aktywnosc testosteronowa byc moze przeciwdziala niszczeniu tkanki kostnej, ale przy obu powyzszych wcale nie przeczy mozliwosci pojawienia sie osteoporozy u psow z
ograniczeniem ruchowym, zywieniowym i starszych (oraz pewni u suk- wielokrotnych matek, gdy czesto nie daje sie dostatecznie dobrze uzupelniac wydatkowanego wapna.
co wy o tym sadzicie?