piątek, 25 maja 2007

Wolność przy 35 stopniach....

Spuściłam dziś wufka ze smyczy. 16.00. Pusto, żadnych psów. Jesteśmy nad sama rzeka. Zmoczył się już dwa razy. Niech pochodzi chwil luzem, zaraz i tak wracamy - nie ma warunków do spaceru.

Gdzie tam!

Widzę na ścieżce coraz szybciej oddalający się zad wufka. Zbacza nad wodę. Wchodzi. Wyskakuje i biegnie w pełnym galopie ścieżką, naprzód, ile tchu w piersiach.

Uuups...

Dwa dziecka, nastoletnie, siedziały przy ścieżce. Skosił. No niezupełnie. Ale w biegu głupawkowym wpadł na nie, a one się nie spodziewały. Więc zaskoczone, mokre, śmiejące się. Bez zmiany tempa biegł dalej. A może coraz szybciej?
;o)

Uwielbiam patrzeć na to zerwanie do biegu. Byle naprzód i naprzód. A już od roku jest na to okazją incydentalnie. Znaczy - robię próbę ze spuszczeniem jak popełniając świadomie przestępstwo. Bo płaci za to nawrotem kulenia. Ale, co jakiś miesiąc, dwa, myślę, trzeba życie przeżyć, a nie iść obok niego. I puszczam. Na krótko. Niech się przeleci. :O)

Ostatnio upłynął wydłużony do roku termin prowadzania non-stop na smyczy. Bo gdy mokre łapy się poślizną na schodach, to rymps i pies znowu kuleje.

A dziś. Ciiii, wracał ze spaceru lekki jak piórko. Tak miekutko chodziły te nadgarstki.

sobota, 12 maja 2007

Pościel to nie jadalnia!!!

Ja WIEM, że nic tak nie dyscyplinuje jak pies. Jeśli chodzi o NIEzostawianie na wieszaku w przedpokoju płaszczy i kurtek (kieszenie po noszonych kulkach). Czy NIEzostawianie otwartego pokoju sypialnego, gdy pies je kości.

UPARŁAM się (w psim dziecinstwie Wufiego), ze BĘDĘ zostawiać buty w przedpokoju. Że na półeczce w łazience będą kremy i na normalnej wysokości papier toaletowy. Technika prosta acz kosztowna: dokupować nowe, aż się znudzi. Udało się.

Poprzedniego dnia zrobił to samo. Ale tamto była większa kość i się nie dziwiłam. Pościel nadawała się do wyrzucenia, ale to mam już opracowane. Kupuję nową . (Bo jaka różnica, czy podrze, moszcząc sobie leże, czy zaświni na przestrzal; lepsza pościel niż kolejny materac wersalkowo-fotelowy ). Natomiast następnego dnia dostał maleńkie resztki kości po kurczaku wędzonym, a ja padnięta położyłam się na chwilę i nie wiem kiedy światełko mi się wyłączyło... i jak wstałam, żeby się położyć.... zobaczyłam krajobraz po bitwie w pościeli w sypialni, i wstyd przyznac, ale tak mu powiedziałam, żeby poszedł, że dzis musiałam go przekonywać do podejścia do mnie... ;o)
Gadzina nie pies. I jak tu takiego nie zabić? ;o)

Nie mówiłam, że w psim dzieciństwie Wufka chciałam napisać książkę: Jak wychować huska i nie zabić? Ale zobaczyłam, że nie jestem osamotniona, gdy przeczytałam ogłoszenie w gazecie: oddam 8 miesięcznego huska po pobiciu...

poniedziałek, 7 maja 2007

szwy usuniete! May 07, 2007


Dziś szwy usunięte, goi się, odrośnięta sierść swędzi (?), pies liże od wczoraj, na pysku ma coś koło nosa, posmarowałam clotrimazolem tam przy nosie i koło rany. Tam futro ma już odrastające włoski pomarańczowe. To i tam posmarowałam. Nadal nie kuleje.

środa, 2 maja 2007

Podsumowanie - 5 doba po operacji, May 02, 2007

Super! Goi się. Pies nie wygryza rany, hurra!
Przez cały ten czas pooperacyjny, oprócz pierwszej nocy, Wufi nawet przez chwilę nie okazał, że coś miał operowane. Nie ma żadnych, nawet najbardziej dyskretnych oznak przebytego stresu. Proporcje aktywności do wypoczynku i ilości snu - bez zmian. Podczas snu nie ma bardziej niż zwykle intensywnego przebierania nogami czy jęczenia, co zdarzało się w bardziej stresowych okresach. Nie ma zmiany apetytu. Nie klei się do mnie. Kupę robi bez problemu. Czyli z askakująco nie ma bólu czy urazu związanego z przebytą operacją. Liczyłam się, że będą.
Wniosek -- pies nie przerabiał żadnego stresu, bo... Myślę, że zawdzięcza to zastosowanym lekom (emla + premedykacja + znieczulenie miejscowe lignokainą) + spadkowi ciśnienia, z powodu przegrzania, dzięki czemu do umysłu psa nie przedostały się żadne przerażające informacje.
Jest jeszcze jeden efekt. Pies nie utyka już na tylną łapę... Przez ostatni rok utykał na przednią lewą, a od jakiegoś czasu również na tylną prawą. Tylna prawa to ta po stronie guzka, która była złamana w zeszłym roku i czasem psu ta łapa całkiem 'uciekała'. Czyżby to nie noga tylko guzek bolał aż tak?

Foto blizna May 02, 2007